Witajcie moje drogie papingi!
Mimo jednoznacznego tytułu posta, nie będę Was dzisiaj nudzić moimi dywagacjami na temat papieża. Nie za bardzo przepadam bowiem za celebrytami... Być może jako nazbyt pewny siebie bloger-nowicjusz, nie lubię po prostu konkurencji? Nie zamierzam jednak ukrywać, że niemałą frajdę sprawiało mi wczoraj śledzenie facebooka, gdy zaraz po ogłoszeniu tożsamości nowego zwierzchnika kościoła katolickiego, jak grzyby po deszczu pojawiały się fanpage "Franciszka", które z każdym odświeżeniem strony zyskiwały kolejne setki like'ów. Bawi mnie taka forma manifestacji własnej "religijności", polubienie wirtualnego profilu człowieka, o którym wie się jedynie tyle, że został przed chwilą papieżem, utwierdza mnie jednak w przekonaniu, że - wszyscy jesteśmy hipokrytami. A teraz zapraszam na właściwą część mojego posta:
