Jesteś osobą ambitną, chociaż zdążają Ci się słabsze momenty, podczas których musisz się bardzo do czegoś zmuszać... Ponad to, wyczuwam w Twojej osobie sporą dozę kreatywnego myślenia, często doznajesz olśnienia wieczorem, kiedy to wpada Ci do głowy naprawdę genialny pomysł! Ba! Jestem nawet niemalże pewien, że przez Twoją głowę przewinął się kiedyś pomysł napisania własnej książki. A może nadal tam jest? W gronie nieznanych Ci wcześniej osób, czujesz się początkowo nieswojo, jeżeli jednak atmosfera jest dobra, szybko się rozkręcasz. Natomiast co do Twojej ciemnej strony... Wiem o Twojej chęci posiadania "smoka", co do tej pory trzymasz w tajemnicy nawet przed najbliższą przyjaciółką/przyjacielem! No i te skłonności do zazdrości oraz zmienne nastroje objawiające się przeradzaniem nadmiernej euforii, w głęboki smutek... Ah... i byłbym zapomniał! Lubisz żelki!
Ahoj kamraci żeglujący po bezkresach tego zdradzieckiego i nieprzewidywalnego oceanu jakim jest Internet! Ostatnim razem złamałem jedną ze swoich sztandarowych zasad i zrobiłem coś na siłę... Za wszelką cenę chciałem uniknąć dłuższego zastoju na moim "internetowym samorealizatorze" i zdając się na spontaniczność, zapchać czymś umysły moich nielicznych czytelników. W efekcie, mój ostatni wpis był strasznie... słaby... - a przynajmniej tak to wygląda w moim odczuciu. W ramach rekompensaty, mam dzisiaj dla Was coś ekstra! W dzisiejszej notce mam bowiem zamiar wyskoczyć jak Kun-Fu panda z bambusowego lasu z czymś...
"Kocham zwierzęta. Mam dziewięć psów i kotka. Największy orgazm - nie w sensie seksualnym - mam, kiedy spaceruję z psami po plaży."
~ Jean Claude Van Damme
Haloooo!? Na macki Latającego Potwora Spaghetti, ale dawno mnie tutaj nie było... Dobrze, że nie mam praktycznie żadnej weny twórczej i kompletnego pojęcia o czym pisać. Aż strach pomyśleć ile jeszcze mogła potrwać moja nieobecność, gdybym miał do czynienia z odmiennym stanem rzeczy... Poziom mojego natchnienia jest tak krytycznie niski, że nie przygotowałem nawet żadnej grafiki, ani video mającego uatrakcyjnić wizualnie i merytorycznie treść dzisiejszej notki... Dobra... wystarczy tego lamentowania.
Wizja mojego dzisiejszego wpisu jest tak szczątkowa, jak szczątkowy jest ogon u człowieka,więc... rozpocznę od podzielenia się z Wami moimi obserwacjami, których dokonałem już jakiś czas temu, a które dotyczą niezwykle istotnego aspektu życia człowieka. W moim osobistym mniemaniu, owe spostrzeżenia poruszają na tyle głębokie kwestie, iż każdy z czytelników mojego bloga wyciągnie z nich bardzo ważne dla siebie lekcje, tyczące się naszej egzystencji na tej malutkiej planecie, krążącej pośród gwiazd, gdzieś w układzie słonecznym.
Mioklonia senna, zryw lub po prostu skurcz miokloniczny... - Ahh... Jak ja lubię chwalić się znajomością tego jakże mądrze brzmiącego określenia. Eeee... momencik. Właśnie wkroczyliśmy w nowy rok i wypadałoby złożyć jakieś życzenia? Proszę Was bardzo!
W takich momentach życzymy sobie przeważnie wszystkiego dobrego - nie mówię, że jest to złe, albo dobre, ale pod koniec każdego roku dochodzimy zwykle do wniosku, że w naszym życiu nic się nie zmieniło, albo jest jeszcze gorzej niż było... Dlatego ja, chciałbym się odrobinę wyłamać z tego schematu i życzyć Wam, abyście w 2013 popełnili liczne błędy, spotkali na swojej drodze wiele przeciwności losu i żeby było ich co najmniej tyle ile mnie się ich przytrafiło w roku ubiegłym. Niech każdy błąd czegoś Was nauczy, wzmocni Wasz charakter i przybliży do realizacji Waszych pragnień, ambicji oraz zwiększy poczucie własnej wartości. Tak... Wiem, że wyszło na to samo, ale... O czym to ja wspominałem na początku dzisiejszej notki?
W związku z jutrzejszym, ogólnoświatowym świętem ruchomym (koniec świata - przyp. red.), mam dzisiaj dla Was wszystkich coś specjalnego, mrocznego i wcale nienastrajającego pozytywnie... Tak, to będzie coś równie strasznego jak uderzenie meteorytu lub zderzenie z planetom X! Moja skromna publiczności!:
Nigdy w życiu tego nie robiłem, ale w dniu dzisiejszym, nie poddając się żadnej pokusie... które jak grzyby po deszczu pojawiają się w obliczu nieuniknionej katastrofy... Napisałem opowiadanie, w którym prezentuję swoją wizję dnia jutrzejszego! Żeby oddać pełną powagę tego posta i to jak bardzo wierzę w jutrzejszy koniec... Cała historia opowiedziana jest...: po śląsku!
Czy po założeniu tej przy ciasnawej czapki Mikołaja, wyglądam jak:
a) jak debil?
b) jak skrzat?
c) zabójczo seksownie, jak zwykle?
"Jak zabójczo seksowny skrzat, jak zwykle."
~Adaś
Hajho czytelnicy!
W dniu dzisiejszym mam przyjemność zaprezentowania Wam mojego pierwszego "pseudonaukowego" artykułu - tak, w końcu! Jak zapowiadałem już od jakiegoś czasu, wpis będzie poświęcony tematowi wzbudzenia zainteresowania. W moim pierwotnym zamiarze, miał on być podzielony na dwie części, w których poruszyłbym temat dwojako - jak stać się odbieranym jako ciekawszy człowiek w życiu realnym, a także - ponieważ coraz więcej naszego życia poświęcamy przesiadywaniu przed komputerem - chcę pokazać parę zasad jak "wciągnąć" czytelników w naszej internetowej twórczości. Wiem, że jedno i drugie ściśle się ze sobą wiąże, ale nikt nie wmówi mi, że nawet najbardziej wyrachowana osoba, znająca wszystkie obowiązujące zasady, będąc pod wpływem emocji, jest w stanie wyrażać i zachowywać się dokładnie tak jakby tego chciała. Inaczej sprawa ma się w przypadku naszego "Internetowego ja", wszystko co publikujemy, jest z reguły 5 razy przez nas przeczytane, 3 razy zedytowane oraz względnie przemyślane, no... chyba, że jest to wpis na fejsiku w stylu "jem zupe"... aleeee... temat facebook'owego ekshibicjonizmu wymaga szerszego omówienia - w każdym razie nie to mam na myśli pisząc "internetowa twórczość". No... i to by było na tyle pierwotnej koncepcji, obecnie tyle pozmieniało się jednak w moim życiu, że postanowiłem...: nie zmieniać początkowych zamiarów - ależ ze mnie żartowniś, normalnie boki zrywać! Zapraszam więc na część pierwszą:
Hahahahahahahanihnioh... LOL! Co za debil mógł to wymyślić? Haha... a nie, to przecież był mój pomysł...
Ukhm... witajcie moi kochani!
Na podstawie tego, iż właśnie tutaj jesteście i co więcej, dokładnie w tym momencie czytacie tego posta, wnioskuję, że mój niezwykle perfidny spam przynosi jednak jakieś rezultaty - no i dobrze, chociaż nie wiem czy jest się czym chwalić... Ale do rzeczy: jak każdy bloger (wcale tak bardzo się od nich nie różnię), zależy mi na tym, aby moja twórczość trafiała do większego lub mniejszego grona odbiorców, jakkolwiek złe owe wypociny by nie były. W dniu dzisiejszym na fejsZbuku powstał również fanpage bloga, który znajdziecie pod adresem: o tym! W tym miejscu pragnę uroczyście zaapelować do wszystkich członków internetowej elity intelektualnej, którym przypadła do gustu moja pisanina, o wspieranie promocji JPPw15! Lajkujcie, polecajcie znajomym, wspominajcie mamci, papciowi, albo chociaż kotu! Pomożecie!? Hm... dlaczego słyszę głuche echo? Pomożecie!!? Dobra... nieważne, opowiem lepiej jakąś anegdotkę:
Aż wstyd się przyznać, ale wszedłem dzisiaj na mojego bloga tylko i wyłącznie dlatego, że... tak, zgadliście - rozładowała mi się myszka! Właśnie się ładuje przez co nie mogę wykonywać swojego zwykłego: <scroll, scroll, scroll> i co za tym idzie - w oczekiwaniu na doniosły moment uzupełnienia poziomu energii w tym wcale nie przypominającym gryzonia z rodziny myszowatych ustrojstwie, piszę!
Zanim jednak napiszę coś pozornie sensownego, chciałbym poinformować wszystkich, którzy jakimś niezrozumiałym zrządzeniem losu trafili w to dziwne miejsce, gdzie obnażam się emocjonalnie, a na dodatek czytają ten wpis - co jest już kompletnym psikusem przeznaczenia, że... wszyscy umrzemy! Chociaż... chyba nie to chciałem teraz powiedzieć... Chodziło mi raczej o jakiś klip... Ooooo, o ten na górze! Jest to jedna ze scen filmu, który w ostatnim czasie bardzo mnie poruszył, co oczywiście zdarza się tak rzadko, że aż nie wiem do czego mam to teraz porównać. Produkcja nosi tytuł "INK" i jeżeli ktoś ma do mnie jakiś problem, to z całego serca polecam zapoznanie się z tą pozycją. A teraz pora na konkrety!
Oczywiście głównym celem bloga jest moja samorealizacja - jak na razie szczerze nie liczę na jakąś szeroką grupę odbiorców, ale mimo wszystko nie chcę zamieszczać tutaj żadnych bzdurnych opowiadań dotyczących tego jak minął mi dzień... Nie będę żalić się jak to zdenerwował mnie jakiś frajer w pracy, co miałem na obiad, albo jak ciężko przyszło mi zrobienie kupy, mimo iż to także pozwoliłoby mi pewnie na podszlifowanie moich zdolności literackich. Oczywiście nie zamierzam imać się wtrącania "gópich", wymyślanych przez mnie tekstów, fragmentów durnych konwersacji, w których brałem udział lub po prostu rzeczy, które są w mojej opinii wartościowe, albo chociażby zabawne. Jednakże... zwracając uwagę na mój dosyć specyficzny humor... dobra zostawmy lepiej ten temat. Co za tym chcę tutaj publikować? Ze względu na moje zainteresowania, a także kierunek, w którym się wykształciłem, jestem ponoć całkiem niezłym obserwatorem... I to właśnie owymi obserwacjami, głównie z dziedziny ludzkich zachowań, chciałbym się z Wami dzielić! Na początek, chcę Wam opowiedzieć o tym co czyni nas, to co robimy, czy tworzymy, interesującym w oczach innych osób, co konkretnie powoduje, że jesteśmy przez kogoś podziwiani., szanowni, stajemy się dla niego autorytetem. A więc zaczynajmy!
Dobra, żartowałem - wiecie czego się spodziewać, ale na postawiony przed chwilą wątek, rozpiszę się dopiero w kolejnym blogowym wpisie, gdyż właśnie przekroczyłem limit dziennej pisaniny.
A tak swoją drogą... wiedzieliście, że po zjedzeniu banana człowiek staje się atrakcyjniejszy?
Oczywiście dla komarów "góptasy", ale zawsze to jakieś pocieszenie!
Czuwajcie!